Kochani!
W imieniu swoim i Lucy składam Wam życzenia: zdrowych i wesołych Świąt Wielkanocnych! Dużo miłości, spokoju - i duchowych uniesień!
Przepraszam za naszą nieobecność w blogosferze w ostatnim czasie. Obie jesteśmy zapracowane... Niedługo wrócimy na łono blogosfery. Muszę zrobić porządek z blogami, które mam w liście obserwowanych tak, żeby wyświetlały mi się te, które lubimy odwiedzać i które są dla nas bardzo ważne. Do usłyszenia! :*
Martyna
Jajka faszerowane zrobiłam według przepisu Anny Lewandowskiej, przepis dostępny na jej blogu. Masa to awokado, pasta jajeczna plus szczypiorek, czosnek i przyprawy. Mniam! :-)
Sukienka - Mielczarkowski
Paznokcie by Marlena z Rio, w Zabrzu
niedziela, 20 kwietnia 2014
sobota, 1 marca 2014
Odzyskanie utraconej wizji naiwnej. Las
Mam kilka sposobów na zmotywowanie się do działania.
Pierwszy sposób to ustawienie przed sobą zdjęcia, które miło mi się kojarzy –
wiem, że jeżeli przejdę trudny etap, być może zamrożona na zdjęciu scena
odtworzy się. Tak robiłam zawsze na studiach przed egzaminami – stawiałam przed
sobą zdjęcia z wakacji, na których byli moi dziadkowie i przyjaciele. Drugi
sposób – to myślenie o czymś przyjemnym. Proces, który poprzedza bardzo trudną
czynność, np. gdy mam coś do zrobienia i wiem ile wysiłku będzie mnie to
kosztować. Uciekam wtedy myślami do „przegródki szczęśliwości” w mojej głowie. Ta przegródka
to – las.
Las to moje dzieciństwo. Spacery z rodzicami, wycieczki
rowerowe, wypady na kąpielisko leśne.
Czesław Miłosz napisał: „jeżeli człowiek może doznać doskonałego szczęścia – a może, choć tylko w stanie niewinności, a więc w dzieciństwie – to znaczy, że cierpienie, powszechne i przyjęte jako stan nie do uniknięcia, jest możliwe do uniknięcia poprzez powrót, tj. odzyskanie utraconej wizji naiwnej.” („Ziemia jako raj”, s. 44) Pomimo faktu, że w wieku pięciu lat przyjęłam motto życiowe „Ja się nie cieszę, bo radość przecieszę” (pisałam o tym tu KLIK), mogę powiedzieć, że moje powroty do dzieciństwa niosą ukojenie, a las jako stały element ówczesnej rzeczywistości został zapisany w mojej pamięci trwałej w postaci obrazków – slajdów jako idylla. Na jednym ze slajdów zbieramy jeżyny, z których mama zrobi sok. Na innym tata ciągnie mnie na sankach, spotykamy wiewiórkę, a ja opiszę to zdarzenie w szkolnym opowiadaniu. Następny slajd: rodzice siedzą na kocu, a my z siostrą gramy w badmintona. To na pewno był szczęśliwy dzień, bo utrwaliłam te wspomnienia w swoich rysunkach:
![]() |
| Ja z tatą na spacerze, w miejscu w którym stoimy rosną teraz bardzo wysokie brzozy! |
Czesław Miłosz napisał: „jeżeli człowiek może doznać doskonałego szczęścia – a może, choć tylko w stanie niewinności, a więc w dzieciństwie – to znaczy, że cierpienie, powszechne i przyjęte jako stan nie do uniknięcia, jest możliwe do uniknięcia poprzez powrót, tj. odzyskanie utraconej wizji naiwnej.” („Ziemia jako raj”, s. 44) Pomimo faktu, że w wieku pięciu lat przyjęłam motto życiowe „Ja się nie cieszę, bo radość przecieszę” (pisałam o tym tu KLIK), mogę powiedzieć, że moje powroty do dzieciństwa niosą ukojenie, a las jako stały element ówczesnej rzeczywistości został zapisany w mojej pamięci trwałej w postaci obrazków – slajdów jako idylla. Na jednym ze slajdów zbieramy jeżyny, z których mama zrobi sok. Na innym tata ciągnie mnie na sankach, spotykamy wiewiórkę, a ja opiszę to zdarzenie w szkolnym opowiadaniu. Następny slajd: rodzice siedzą na kocu, a my z siostrą gramy w badmintona. To na pewno był szczęśliwy dzień, bo utrwaliłam te wspomnienia w swoich rysunkach:
piątek, 21 lutego 2014
Urodzinowo kolorowo
W niedzielę skończę ostatnie „dzieścia” lat… Temat moich
urodzin posłużył mi jako punkt wyjścia do rozważań nad tym, czy miesiąc w
którym się urodziliśmy ma jakieś znaczenie? Czy istnieje ranking: w jakim
miesiącu najlepiej się urodzić, a w jakim nie?
Często się nad tym zastanawiam. W jakim miesiącu
najlepiej urodzić dziecko? Czy moja przyszła latorośl nie będzie na mnie zła za
to, że ma na przykład urodziny w wakacje i raczej trudno będzie zorganizować
imprezę urodzinową, kiedy wszyscy są na wyjeździe? Albo będzie mieć urodziny w
listopadzie, kiedy zimno i plucha za oknem? W gruncie rzeczy wiem, że to jest
mało istotne… Że najważniejsze jest to, aby dziecko urodziło się zdrowe,
chciane i kochane.
W naszej rodzinie większość dzieci (ja, moja siostra i
kuzynostwo) jest „zimowych” – nasze urodziny przypadają na styczeń, luty i
marzec. Zawsze myślałam, że zima jest najlepszym miesiącem na urodzenie
dziecka. Nie trzeba chodzić z brzuchem w upalne lato, a do następnych wakacji
można próbować się zregenerować (a w przypadku fotografa ślubnego nie wypada
się z tzw. „sezonu”)…
W styczniu br. pojechałam na szkolenie z fotografii
ślubnej do Krakowa. Spałam u mojej kochanej kuzynki, Edyty. Edytka trzy lata
temu urodziła córeczkę, Milenkę. Gdy zadaję Edycie pytanie kiedy najlepiej
urodzić dziecko, Edyta odpowiada: „tylko nie w zimę”. Kryje się za tym jej
osobista historia. Edyta w szóstym miesiącu ciąży, w grudniu, nabawiła się infekcji, w
konsekwencji zachorowała na świńską
grypę i zapalenie płuc. Dwie poważne choroby i to w ciąży! Trafiła na oddział
intensywnej terapii, Milenka zaczynała się dusić i lekarze musieli ją wyciągnąć
z brzucha prawie na miesiąc przed planowanym terminem porodu… To wszystko
odbiło się na jej stanie zdrowia. Obecnie Milenka ma trzy latka – nie chodzi i
nie mówi, cierpi na opóźnienie psychoruchowe. Oprócz tego ma padaczkę,
niedowagę i słabe napięcie mięśniowe – wymaga stałej rehabilitacji… Ale Edyta
jest bardzo silna! Nie skarży się, jest cały czas uśmiechnięta i pozytywnie
nastawiona do świata. Wiem, że mogę brać z niej przykład. Tak dobrze czułam się
w jej domu, gdy mieszkałam z jej rodziną w trakcie weekendowych warsztatów.
Tyle w nim spokoju, ciepła, radości… Kocham Edycię i Milenkę, dlatego
postanowiłam im pomóc na tyle, na ile potrafię. Milenka znajduje się pod opieką
fundacji i można oddawać 1% podatku na jej leczenie i rehabilitację. Poniżej
znajduje się plakat z informacjami:
Do tej pory dzięki wpłatom z
1% udało się zakupić dla Milenki m.in. pionizator, ortezy czy kombinezon
„TheraTogs”, który stymuluje mięśnie Milenki do pracy. Wszystkim, którzy
zechcą pomóc Milence serdecznie dziękujemy! Prosimy również o udostępnienie
plakatu… Im więcej osób dowie się o Milence, tym większe są szanse na realną
pomoc dla niej. Plakat zamieściłam na naszym profilu na Facebooku: KLIK Można go
udostępnić klikając w napis „Udostępnij” pod zdjęciem, na Facebooku.
Moje urodziny przypadają na
luty. Nigdy mi to nie przeszkadzało, nawet cieszyłam się, że mogę świętować
zaraz na początku roku (szybciej stawałam się dorosła, kiedy ta „dorosłość”
była jeszcze w cenie!). Ale niedawno usłyszałam opinię, że najlepiej jest mieć
urodziny w maju / czerwcu – bo wtedy można zorganizować urodzinowego grilla,
świętować na łonie natury i cieszyć się słońcem. A i dla mamy będącej w ciąży słońce ma
duże znaczenie, o tej porze roku dostępnych jest więcej warzyw i owoców
zawierających cenne składniki, a w powietrzu nie wisi tyle zarazków, co zimą…
W myśl tej zasady,
postanowiłam sobie wyobrazić, że mogę świętować urodziny „wakacyjnie”. Stworzyć
sobie taką iluzję, że oto jestem na piaszczystej plaży, świeci słońce i jest
bosko. To był pomysł na tę sesję zdjęciową. A zdjęcia powstały w moim aneksie
kuchennym.
poniedziałek, 10 lutego 2014
Wygraj walentynkową sesję zdjęciową!
Kochani!
Regulamin konkursu:
Ogłaszam konkurs! Do wygrania jest dwugodzinna walentynkowa sesja zdjęciowa w plenerze do zrealizowania w dowolnym mieście na terenie województwa śląskiego!
Regulamin konkursu:
1. Aby wziąć udział w konkursie należy polubić Makkina-foto na Facebooku KLIK oraz udostępnić informację o konkursie na swojej tablicy na Facebooku.
2. Należy dodać pod tym postem komentarz z imieniem, pierwszą literą nazwiska, adresem e-mail i napisać dlaczego akurat Wam należy się ta wygrana? Aby dodać komentarz nie trzeba mieć konta Google, można skorzystać z możliwości dodania komentarza jako "Anonimowy" - proszę pamiętać o wpisaniu powyższych informacji!
3. Każdy uczestnik może zostawić tylko jeden komentarz.
4. Konkurs trwa od 10 lutego do 14 lutego, do godziny 23.59.
5. Zwycięzcą zostanie osoba, która spełni warunki konkursu oraz udzieli moim zdaniem najciekawszej odpowiedzi.
6. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone 15 lutego na tym blogu pod tym postem. Dodatkowo pojawi się informacja na profilu Makkina-foto i Styl_szyk_elegancja blog na Facebooku.
7. Zwycięzca zostanie poinformowany o wygranej drogą mailową.
8. Sesja zdjęciowa zostanie zrealizowana do 3 tygodni od dnia ogłoszenia wyników. Zwycięzca otrzyma 20 zdjęć poddanych twórczej autorskiej obróbce graficznej na płycie DVD w oryginalnej rozdzielczości (format JPG).
9. W przypadku, gdy zwycięzca nie odpowie na maila w ciągu tygodnia od dnia ogłoszenia wyników, wybrany zostanie nowy zwycięzca na podstawie kryteriów z punktu nr 5.
Powodzenia! Niech wygra najlepszy! Możecie zaszaleć w odpowiedziach! :-)
UWAGA! Aby wpisać swoje dane należy kliknąć na "Komentarze" pod postem, następnie "Komentarz jako" - i tu można wybrać profil "Anonimowy". W razie trudności, proszę pisać do mnie na Facebooku.
UWAGA! Aby wpisać swoje dane należy kliknąć na "Komentarze" pod postem, następnie "Komentarz jako" - i tu można wybrać profil "Anonimowy". W razie trudności, proszę pisać do mnie na Facebooku.
Efekt ostatniej sesji narzeczeńskiej Marleny i Mateusza zobaczycie na moim fotograficznym blogu, zapraszam: KLIK
OGŁOSZENIE WYNIKÓW
Kochani! Chcę Wam bardzo podziękować za udział w konkursie i za piękne odpowiedzi! Wszystkie komentarze były czarujące, łapiące za serce - i było mi bardzo trudno dokonać wyboru... Niestety, zwycięzca może być tylko jeden... Nagrodę w postaci sesji zdjęciowej postanawiam przyznać pani Kindze L. - za wyobraźnię, pomysłowość i oryginalność. Serdeczne gratulacje!!!
Mam nadzieję, że z resztą uczestników spotkam się jeszcze na polu fotografii! :-)
Życzę Wam miłego dnia i spieszę na Facebook ogłosić wyniki konkursu...
A oto zwycięski komentarz pani Kingi:
"Paweł i Kinga w jednym trwali związku - Paweł na górze, a Kinga na dole :)
Paweł spokojny, nie wadził się z nią w domu, Kinga najdziksze wyprawiała swawole :)
Latała ciągle po sklepach z ciuchami: to Zara, to Berszka, to Orsay - wyprzedaże!
Fryzjerzy, kosmetyczki, solarium i masaże.
Buciki, bluzeczki, spódniczki i majteczki.
Perfumy, szmineczki, pudry i wstążeczki.
Znosił to Paweł, na reszcie nie może;
zagląda na konto i prosi w pokorze...
Zlituj się Kingo, to konto jest puste,
a miały być meble, komoda i lustro!
A na to Kinga: wolnoć Tomku na swoim KONTKU ;)
Cóż było mówić? Paweł ani pisnął,
wrócił do pracy i zęby zacisną.
Nazajutrz Kinga kolejne wyprzedaże łapie,
a tu w portfelu nie ma grosza prawie.
Wybiegła ze sklepu, purpurą oblana
i krzyczeć chce, wrzeszczeć na swego Pana.
A Paweł na to: wolnoć Tomku na MOIM kontku :) !
Z tej to powiastki morał w tym sposobie:
Konto będzie wspólne, gdy związek w sesji walentynkowej uwiecznią sobie!!"
A oto zwycięski komentarz pani Kingi:
"Paweł i Kinga w jednym trwali związku - Paweł na górze, a Kinga na dole :)
Paweł spokojny, nie wadził się z nią w domu, Kinga najdziksze wyprawiała swawole :)
Latała ciągle po sklepach z ciuchami: to Zara, to Berszka, to Orsay - wyprzedaże!
Fryzjerzy, kosmetyczki, solarium i masaże.
Buciki, bluzeczki, spódniczki i majteczki.
Perfumy, szmineczki, pudry i wstążeczki.
Znosił to Paweł, na reszcie nie może;
zagląda na konto i prosi w pokorze...
Zlituj się Kingo, to konto jest puste,
a miały być meble, komoda i lustro!
A na to Kinga: wolnoć Tomku na swoim KONTKU ;)
Cóż było mówić? Paweł ani pisnął,
wrócił do pracy i zęby zacisną.
Nazajutrz Kinga kolejne wyprzedaże łapie,
a tu w portfelu nie ma grosza prawie.
Wybiegła ze sklepu, purpurą oblana
i krzyczeć chce, wrzeszczeć na swego Pana.
A Paweł na to: wolnoć Tomku na MOIM kontku :) !
Z tej to powiastki morał w tym sposobie:
Konto będzie wspólne, gdy związek w sesji walentynkowej uwiecznią sobie!!"
czwartek, 6 lutego 2014
Pupil - czyli co nam daje więź ze zwierzęciem?
Dziś obiecany
już jakiś czas temu tekst o zwierzakach…
„Tam dom twój, gdzie kot twój”
(informuje napis wytłoczony na
magnesie, który wisi na lodówce u moich rodziców)
Jedni lubią
mieć ład i porządek w domu, inni – wolą mieć dobre relacje, a jeszcze inni
potrafią to wszystko połączyć: mieć piękne (wysprzątane i pachnące!) mieszkanie
i wspaniałą kochającą się rodzinę.
![]() |
| Rys. Lucy |
Są ludzie,
dla których „dzień bez mopa” jest dniem straconym. Kompulsywnie ścierają kurz z
półek – półek, których nikt nigdy nie zobaczy, bo gość to intruz, który mógłby
zaburzyć domowy ekosystem, naruszyć wypielęgnowaną sterylność. Znam takich
ludzi. Tacy ludzie nie mają zbyt wielu przyjaciół. Przyjaźń wymaga wzajemnej
troski, czasami „trzeba” się spotkać – a już nie daj Boże – zaprosić do siebie!
A to wiąże się z plamami na obrusie, okruszkami na podłodze, brudnymi butami w
przedpokoju! Ałć! I gdzie w tym wszystkim zwierzak? A fuj!
A ja kocham
zwierzęta. Wychowałam się w domu, w którym zawsze był kot. W dzieciństwie
miałam też chomika o imieniu Wacusia. Miał być Wacuś. Niestety, okazało się, że
Wacuś jest w ciąży z bratem - chomikiem, którego imienia nie pamiętam. Po
odkryciu tego niecnego występku, moja siostra zaniosła go do szkolnego zoo,
którym opiekowało się koło biologiczne. Wacusia została z nami, a jej dzieci
rozdałyśmy kolegom i koleżankom. Gdy umarła (była członkiem rodziny, więc
umarła, a nie zdechła), w pamiętniku złożyłam obietnicę, że spotkamy się kiedyś
w niebie…
środa, 15 stycznia 2014
HOBBY
„Zainteresowania? – Mąż Arek”
(cytat)
(cytat)
Natknęłam się
na tę „perełkę” jakiś czas temu, gdy przeszukiwałam internet w celu znalezienia
informacji „jak poprawnie napisać CV”? Tytułowy "mąż Arek" wystąpił w roli antybohatera w
tekście „Jakiego hobby lepiej nie wpisywać do CV”, obok: dzieci, dekorowania
ciast czy wodnych stworzeń (cokolwiek kryje się pod tym stwierdzeniem?). Czym
jest hobby? Czy można przeżyć życie bez posiadania żadnych zainteresowań?
W
dzieciństwie moja siostra powtarzała, że jej przyszły mąż będzie grał w szachy.
Z przyszłym mężem jej najlepszej przyjaciółki. Czy można powiedzieć, że marzyła
o mężu posiadającym swoją pasję? Czy gra w szachy była tylko ładną broszką
przypiętą do obrazka męża – Kena? Wierzę w to, że siostra chciała po prostu
wieść barwne i interesujące życie, ale skąd pomysł na grę w szachy?? :-)
Wpisujemy „hobby”
do swojego CV, bo to nas jakoś określa, dodaje nam ludzkiego wymiaru w
kontekście wymienionych nazw uczelni / tytułów naukowych / byłych lub
aktualnych stanowisk pracy, itd. To, że się czymś interesujemy sprawia, że nie
jesteśmy nudni, wyróżniamy się czymś. Życie z pasją i posiadanie pasji wzbogaca
nas, pozwala uciec od rzeczywistości, pokazać część siebie, wyrazić swoje
emocje. Ale co z tymi, którzy zainteresowań nie mają? Czy to ich wina, że mąż
Arek stał się „numerem jeden”? A dzieci? Może poza pracą nie mają czasu na nic
innego? Czy należy im się rozgrzeszenie czy współczucie?
środa, 8 stycznia 2014
Sexy gruszka!
Tadaaam! Moja pierwsza sukienka odsłaniająca pupę! A co tam! Do tej pory rygorystycznie stosowałam się do wskazówek dla figury o kształcie gruszki zwanej również typem "A" (patrz: Monika Jurczyk "Bądź boska"). Czyli: trapezowe sukienki i spódnice, zakrywające pupę, "dodawanie" sobie góry za pomocą bufek na ramionach lub marszczeń w okolicach biustu, itp. W prezentowanym niżej fasonie są odwołania do zasad, tj. podkreślenie talii za pomocą baskinki (biodra -jako najszersze w tym typie budowy - są widoczne, ale nie są podkreślone ani paskiem, ani obszyciem).
czwartek, 2 stycznia 2014
Odtajnione „Archiwum borneńskie”
„Kobieta
niewidzialna” napisała niedawno na naszym blogu: „Dziewczyny - łazienka
skończona! Piszcie, brakuje Was. Pozdrawiam serdecznie.:)” …
Po
pierwsze: dziękuję za te słowa, po drugie: przepraszam za długą nieobecność
naszą: moją i Lucy, a po trzecie: ? Jak to ktoś kiedyś powiedział: „Nowy Rok,
nowe nadzieje”! Długo nosiłam się z chęcią napisania, ale
dopiero teraz poczułam silną potrzebę. Tekst, którym chcę się z Wami podzielić
powstał w listopadzie – i tak sobie „przeleżał” na dysku komputera… Dlaczego
teraz postanowiłam napisać? Bo postanowiłam sobie, że już nigdy nie przestanę
pisać. To jest moje postanowienie na ten Nowy Rok. Nie chodzi tylko o pisanie
postów na bloga… Kochałam pisać i chyba nadal to kocham… Nie znoszę tylko stanu
zwanego „niepokojem twórczym”, który towarzyszy pisaniu. Lepiej jednak
doświadczać takich stanów – i rozwijać się, niż czuć i wiedzieć, że swoją pasję
zakopało się gdzieś głęboko pod ziemią. Nie zmarnowałam jednak ostatnich
miesięcy (!) – powstała moja nowa strona internetowa, za chwilę ruszam z
blogiem fotograficznym – serdecznie zapraszam na nową stronę: www.makkina-foto.com A tu mój „zaległy”
tekst… :-)
środa, 18 września 2013
Mozaika w łazience / łazienka w mozaice :-)
Postanowiłam zrobić- odnowić łazienkę. Zbierałam różne kafle, kupowałam
resztówki za małe pieniądze, dokupowałam poszczególne kolory. Ponieważ stare
kafle dobrze się trzymały przez 20 lat, sprawdziłam jakie są możliwości
naklejania nowej warstwy bez zrywania,
czy burzenia ścian. Okazało się, że tak można. Należy tylko ściany
pokryć emulsją gruntującą, a następnie nałożyć cienką warstwę zaprawy klejowej.
Gdy zaczęły się wakacje zaczęłam wyklejać pierwsze motywy na siatce. Chciałam
białą łazienkę z motywami wodnymi. Zrobiłam rybki, muszle, rozgwiazdy, ale
brakowało mi czegoś większego. Wtedy wpadłam na pomysł smoków wodnych. I
kleiłam, dzień po dniu, wytrwale. Potem wymyśliłam oprawę lustra: z drobnymi
szkiełkami ozdobnymi. Znów kleiłam, małą szpachelką, aż skończyłam. Fachowiec wymienił
wannę, a mnie do skończenia
zostały tylko fugi. Po wypełnieniu fug łazienka była gotowa. Cały lipiec pracy
po 8-10 godzin dziennie. I ja to zrobiłam. Jak mówiła Martynka, gdy była mała: „własna ja”. Na koniec ogromnie zmęczona ale zadowolona…. pojechałam
na wakacje odpocząć!
Pozdrawiam,
Lucy
Lucy
środa, 4 września 2013
LEN 100%
Uwielbiam naturalne materiały i nie przeszkadza mi
fakt, że po wyjściu z samochodu w lnianym kostiumie mogę przypominać
wygniecionego księcia Karola. Ba, nawet mi to schlebia! ;) W końcu cały świat
śledzi modowe trendy na brytyjskim dworze! Skoro książę Karol może nosić „gniotliwe”
garnitury – i ja mogę! Nie ma w tym nic złego!
środa, 28 sierpnia 2013
Borne – moja Arkadia
Dwie zodiakalne ryby, które tkwią we mnie, płyną w
dwóch różnych kierunkach. Uprawiam eskapizm, odrywam się i uciekam od
rzeczywistości, by po jakimś czasie wrócić i zaznaczyć swoją obecność. I
paradoksalnie wracam wtedy, gdy mogłabym się schować. Bo słowa kotłują się w
mojej głowie i odczuwam potrzebę pisania (stłumioną przez jakiś czas).
Mam takie dni, kiedy chcę zniknąć z sieci
bezpowrotnie. Już raz przestałam „istnieć”, kiedy usunęłam swoje konto z
facebooka. Podobno nie istniejesz jeśli cię tam nie ma... Wróciłam pół roku
później, nie z próżności, nie z chęci epatowania wspaniałymi fotkami z wakacji,
lecz ze względu na naszego bloga. Piszę „naszego”, bo wciąż traktuję ten
kawałek przestrzeni jak moją i Lucy własność, mimo iż Lucy pojawiała się tu w
ostatnim czasie z doskoku.
Borne – moja Arkadia, o której parę razy na tym
blogu wspominałam (tu mieszka moja babcia, o której pisałam w
kontekście „Fashion moments” tu, to tu zorganizowaliśmy sobie z mężem plener ślubny… ze
statywu, wspominam o tym tu, ) – moja Arkadia się rozpada… Wróciłam właśnie z
wizyty u ukochanych dziadków i doświadczyłam zderzenia najwspanialszych
wspomnień z bezlitosną rzeczywistością. Nie chcę pisać o chorobie dziadzia
(babcia nauczyła nas mówić „dziadzio” – gdyż zawsze twierdziła, że: „dziadek
jest do orzechów” ;)) – niech ten fakt pozostanie tylko punktem wyjścia do
dalszych refleksji. Przemijanie – co za banał chciałoby się powiedzieć! Jak
łatwo można wpaść w kanał górnolotnego mówienia o czymś, co jest tak
fundamentalne dla ludzkiego istnienia. Ale gdy spotykasz swoje wspomnienia na
każdym kroku i wiesz, że za chwilę wszystko się zmieni ta przemijalność dotyka cię bardziej, jest bardziej osobista, spersonalizowana…
środa, 19 czerwca 2013
Wizyta w National Gallery
Wrażenia z pobytu w Londynie: część druga
Odkąd tylko
pamiętam zawsze musiałam robić coś plastycznie. Jakaś wewnętrzna potrzeba skłaniała mnie ku temu.
Jeszcze jak mieszkałam w Koszalinie, gdzie się urodziłam i byłam mała-
pamiętam, że wędrowałam do szkoły po lekcjach na kółko plastyczne z wielkim
blokiem rysunkowym. W domu też malowałam, lepiłam z gliny, a mama chętnie mnie
zaopatrywała w przeróżne materiały plastyczne i … nigdy nie narzekała, że coś
nabrudziłam. W domu miałam więc sprzyjające warunki do rozwoju. Rysowałam,
malowałam, eksperymentowałam, mieszałam techniki i dawało mi to ogromne
zadowolenie.
Czytałam o
sztuce, dowiadywałam się różnych ciekawych historii o twórcach, oglądałam
reprodukcje w albumach, aż sama zapragnęłam być malarką. Najpierw skończyłam
Reklamę, później Edukację artystyczną w
zakresie sztuk plastycznych ze specjalnością techniki malarskie i projektowanie
witrażu, a na końcu Malarstwo na ASP we Wrocławiu.
Dzisiaj
robię rysunki satyryczne do gazet, ilustruję książki, maluję, rzeźbię, robię
biżuterię autorską- artystyczną, a ostatnio zajęłam się też mozaiką. Ponadto
prowadzę też klub plastyczny dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Sztuka więc
towarzyszy mi całe życie i w różnej formie.
Będąc w
Londynie z przyjemnością wybraliśmy się
więc do National Gallery przy Trafalgar Square. Miejsce to wybrano na budowę ze względu
na centralne położenie, które ułatwiało dostęp zarówno bogatym mieszkańcom zachodniego Londynu jak i uboższym ze wschodniego Londynu.
National Gallery
Jest to galeria państwowa, udostępniona bezpłatnie
(oprócz wystaw tymczasowych), licząca ok. 2300 dzieł. Główna kolekcja
udostępniona jest do zwiedzania za darmo, jednak w przypadku okazjonalnych
wystaw pobiera się opłatę za wstęp. Mile widziane są także dobrowolne datki
"na utrzymanie galerii".
Od początku Galeria Narodowa była zaangażowana w
edukację. Studenci byli zawsze chętnie przyjmowani w celu poznawania kolekcji
oraz wykonywania kopii obrazów. Edukacyjny program galeria kontynuuje do dziś,
przyjmując uczniów, studentów oraz szeroką publiczność. Program zawiera darmowe
wykłady, zwiedzania z przewodnikiem oraz seminaria.
Artyści, których dzieła są tam
wystawione, to między innymi: Leonardo da Vinci, Rembrandt van Rijn, Vincent van Gogh, Tycjan, Sandro Boticelli, Jan van Eyck, Claude Monet, Diego Velazquez, Pierre-Auguste Renoir i wielu innych.
Dla mnie ciekawe było odkrycie
wielkości obrazów. Pomimo podania wymiarów w różnych reprodukcjach, człowiek ma
inne wyobrażenie o nich.
Obrazy są cudowne, mistrzostwo
wykonania, perfekcja…
Pozdrawiam,
Lucy
![]() |
| National Gallery - z zewnątrz |
czwartek, 6 czerwca 2013
Notting Hill… i nie tylko – czyli wrażenia z pobytu w Londynie
William Thacker, w rolę którego wciela się Hugh
Grant, rozpoczyna narrację w filmie „Notting Hill” następująco: „A mój świat
jest tu, na Notting Hill, w mojej ulubionej części Londynu.” Chwilę później,
wraz z Thackerem, zagłębiamy się w obraz dzielnicy rządzącej się własnymi
prawami – i już wiemy, że właśnie przekraczamy granicę magicznego miejsca. To
tu – jak mówi bohater – wraz z nadejściem weekendu „zjawiają się setki kramów
wypełniając Portobello Road aż po Notting Hill Gate… Tysiące ludzi kupują
miliony antyków – tych autentycznych i tych nie całkiem autentycznych.” To
właśnie Notting Hill było pierwszą atrakcją Londynu, którą postanowiliśmy
zobaczyć podczas naszego czterodniowego pobytu w międzynarodowej stolicy mody,
sztuki i kultury.
![]() |
| Od lewej: Halinka, Lucy, Andre |
sobota, 4 maja 2013
KREATYWNA NIEZALEŻNOŚĆ
5 maja 1979 roku moi rodzice powiedzieli sobie
sakramentalne „tak”. W tym roku mija 34 rocznica ich ślubu. W naszej rodzinie
ten dzień zawsze wspólnie świętowaliśmy – tak jakby to był sukces i szczęście
nie tylko ich dwojga, ale rodziny, którą stworzyli. Udane małżeństwo moich
rodziców zawsze było dla mnie inspiracją i siłą, z której czerpię do dziś.
W związku z ich nadchodzącym świętem poczyniłam pewne
refleksje dotyczące ślubnych stylizacji i zauważalnej tendencji polegającej na
przyjęciu motywu przewodniego, opartego często na dominancie kolorystycznej
(którą sama zastosowałam na swoim ślubie!). Nie znoszę bycia „nijakim” –
uwielbiam za to „określoność” – to znaczy sposób bycia, życia, a także
ubierania się – w którym widać indywidualizm.
Od jakiegoś czasu w branży ślubnej króluje
„kreatywna niezależność”. Nudne i ckliwe dodatki przejadły się, młodzi ludzie zaczęli
szukać oryginalnych środków wyrazu mających na celu zaznaczenie ich
niepowtarzalności: jako pary i jako indywidualnych jednostek.
Poniżej
przedstawiam kilka ślubnych stylizacji dziewczyn, którym towarzyszyłam jako
fotograf w tym szczególnym dniu… Podoba mi się ich odwaga i pomysł.
Marta – postawiła na zielone dodatki do sukni
ślubnej w postaci butów i biżuterii: kolczyki, bransoleta. Jej ślubne uczesanie zdecydowanie wyróżnia się i
odbiega od klasycznych fryzur serwowanych na głowach przyszłych panien młodych…
sobota, 30 marca 2013
Wesołych !
Kochani!
Życzymy Wam spokojnych, zdrowych i wesołych Świąt! :-) Lucy dziękuje za wszystkie słowa wsparcia pod jej ostatnimi postami, a ja - Martyna - obiecuję, że już niedługo nadrobię zaległości na Waszych blogach i odpowiem na Wasze komentarze. Jestem już u kresu przeprowadzki i mam nadzieję wrócić do Was ze zdwojoną siłą ! :-) Pozdrawiamy Was serdecznie!!! L & M
![]() |
| Rys. Lucy |
![]() |
| Rys. Lucy |
środa, 27 marca 2013
WISIORY DUŻE I MAŁE - BIŻUTERIA ARTYSTYCZNA LUCY
Biżuteria jest ważna w całościowym wizerunku. Ale trzeba ją
umiejętnie dobierać do kolorystyki ubioru, fasonu, okazji. Nie
przejmuj się: bo co inni powiedzą? Zobacz jak mizernie wygląda
polska ulica. Niektóre panie nawet się zastanawiają, gdzie
jest granica między ubieraniem się a przebieraniem. Lepiej się
bawić ubieraniem i dobrze się czuć niż popaść w nudę i
nijakość. Nie trzeba się bać! Bądźcie sobą!!!
Pozdrawiam, Lucy
niedziela, 24 marca 2013
MOZAIKI – JAK U GAUDIEGO
Od wielu lat prowadzę klub plastyczny. Na naszą
działalność nigdy nie dostaliśmy żadnych funduszy. „ONI” umieją ustalić dla
siebie należyte zarobki, właściwą premię i adekwatne do zarobków nagrody. Na to
są zawsze wygospodarowane i odpowiednio zabezpieczone fundusze. Tymczasem ich
prawdziwym wizerunkiem jest dbałość o dzieci. Jaka? Żadna!!!
I zrób tu człowieku ciekawe zajęcia nie mając
niczego, z rękawa też nie wyciągnę bo iluzjonistką nie jestem. Można też
przyjąć inną postawę : spokojnie usiąść i powiedzieć „róbta co chceta”. Ale ja
taka nie jestem! Żeby cokolwiek mieć do zaoferowania dzieciom sama musiałam to
zdobyć. Dosłownie ZDOBYĆ. Pisałam pisma,
prosiłam, chodziłam, mówiłam, opowiadałam… itd.
Mój wysiłek i zaangażowanie nie poszły na marne.
Krok po kroku urządzałam pracownię: od
radnego dostałam deski projektowe, od Rady Osiedla w ramach konkursów sztalugi
do malowania, od Spółdzielni mieszkaniowej materiały plastyczne i jakoś
funkcjonowaliśmy. Później zrobiliśmy aukcję prac dzieci i dzięki temu
wymieniliśmy oświetlenie (co było bardzo ważne, gdyż zajęcia mamy w piwnicy
szkoły). W pracowni panował miły nastrój, porozwieszaliśmy prace dzieci:
rysunki, obrazy, rzeźby, maski z papier-mache. Ale toaleta była straszna,
dosłownie! Dzieci bały się tam chodzić. Stąd narodził się pomysł remontu
toalety. Ale jak zrobić remont nie mając żadnych funduszy? Zrobiliśmy zbiórkę
materiałów: niepotrzebnych w domu, w piwnicach, u dziadków, sąsiadów,
znajomych. Powstał pomysł na mozaikę
z resztek. Znów zrobiliśmy aukcję prac, trochę pieniędzy nazbieraliśmy, trochę
dołożyła nam Rada Rodziców ze szkoły, porozwieszaliśmy ogłoszenia, że zbieramy
kawałki kafli, uszkodzone płytki i inne potłuczone kubeczki.
Efekt wyremontowanej toalety był cudowny!
Skoro udało nam się z toaletą… Może i pracownię uda nam się wyremontować? I znów
szukanie środków: aukcje prac dzieci, zbieranie materiałów, pisma do
potencjalnych sponsorów. Ogrom pracy, żmudne klejenie mozaiki ale… jakie
efekty! I sponsor się znalazł, dofinansował nas. Mogliśmy dzięki temu zakupić też nowe stoły, krzesła, regały,
odnowić stare meble, pomalować.
Sami zobaczcie…
Została nam pracownia rzeźby. Szukaliśmy dostępu do płytek ceramicznych,
uszkodzonych, takich, które się wyrzuca. Udało się nam. Dostaliśmy ( nie
napiszę skąd bo sami wiecie … mogliby dostać po głowie!) Teraz zbieramy środki
na remont pracowni rzeźby i kleimy
mozaiki, które będą zdobić ściany.
Szukamy sponsorów…
Zdjęcia mozaiki:
Przy okazji postanowiłam odnowić blat stołu
wklejając mozaikę:
Pozdrawiam, Lucy
Subskrybuj:
Posty (Atom)









.jpg)























































