środa, 8 stycznia 2014

Sexy gruszka!

Tadaaam! Moja pierwsza sukienka odsłaniająca pupę! A co tam! Do tej pory rygorystycznie stosowałam się do wskazówek dla figury o kształcie gruszki zwanej również typem "A" (patrz: Monika Jurczyk "Bądź boska"). Czyli: trapezowe sukienki i spódnice, zakrywające pupę, "dodawanie" sobie góry za pomocą bufek na ramionach lub marszczeń w okolicach biustu, itp. W prezentowanym niżej fasonie są odwołania do zasad, tj. podkreślenie talii za pomocą baskinki (biodra -jako najszersze w tym typie budowy - są widoczne, ale nie są podkreślone ani paskiem, ani obszyciem). 


czwartek, 2 stycznia 2014

Odtajnione „Archiwum borneńskie”



  „Kobieta niewidzialna” napisała niedawno na naszym blogu: „Dziewczyny - łazienka skończona! Piszcie, brakuje Was. Pozdrawiam serdecznie.:)” …

  Po pierwsze: dziękuję za te słowa, po drugie: przepraszam za długą nieobecność naszą: moją i Lucy, a po trzecie: ? Jak to ktoś kiedyś powiedział: „Nowy Rok, nowe nadzieje”! Długo nosiłam się z chęcią napisania, ale dopiero teraz poczułam silną potrzebę. Tekst, którym chcę się z Wami podzielić powstał w listopadzie – i tak sobie „przeleżał” na dysku komputera… Dlaczego teraz postanowiłam napisać? Bo postanowiłam sobie, że już nigdy nie przestanę pisać. To jest moje postanowienie na ten Nowy Rok. Nie chodzi tylko o pisanie postów na bloga… Kochałam pisać i chyba nadal to kocham… Nie znoszę tylko stanu zwanego „niepokojem twórczym”, który towarzyszy pisaniu. Lepiej jednak doświadczać takich stanów – i rozwijać się, niż czuć i wiedzieć, że swoją pasję zakopało się gdzieś głęboko pod ziemią. Nie zmarnowałam jednak ostatnich miesięcy (!) – powstała moja nowa strona internetowa, za chwilę ruszam z blogiem fotograficznym – serdecznie zapraszam na nową stronę: www.makkina-foto.com A tu mój „zaległy” tekst… :-)


środa, 18 września 2013

Mozaika w łazience / łazienka w mozaice :-)



Postanowiłam zrobić- odnowić  łazienkę. Zbierałam różne kafle, kupowałam resztówki za małe pieniądze, dokupowałam poszczególne kolory. Ponieważ stare kafle dobrze się trzymały przez 20 lat, sprawdziłam jakie są możliwości naklejania nowej warstwy bez zrywania,  czy burzenia ścian. Okazało się, że tak można. Należy tylko ściany pokryć emulsją gruntującą, a następnie nałożyć cienką warstwę zaprawy klejowej. Gdy zaczęły się wakacje zaczęłam wyklejać pierwsze motywy na siatce. Chciałam białą łazienkę z motywami wodnymi. Zrobiłam rybki, muszle, rozgwiazdy, ale brakowało mi czegoś większego. Wtedy wpadłam na pomysł smoków wodnych. I kleiłam, dzień po dniu, wytrwale. Potem wymyśliłam oprawę lustra: z drobnymi szkiełkami ozdobnymi. Znów kleiłam, małą szpachelką,  aż skończyłam. Fachowiec  wymienił  wannę, a mnie do  skończenia zostały tylko fugi. Po wypełnieniu fug łazienka była gotowa. Cały lipiec pracy po 8-10 godzin dziennie. I ja to zrobiłam. Jak mówiła Martynka, gdy była mała:  „własna ja”. Na koniec  ogromnie zmęczona ale zadowolona…. pojechałam na wakacje odpocząć!

Pozdrawiam,
Lucy


środa, 4 września 2013

LEN 100%

Uwielbiam naturalne materiały i nie przeszkadza mi fakt, że po wyjściu z samochodu w lnianym kostiumie mogę przypominać wygniecionego księcia Karola. Ba, nawet mi to schlebia! ;) W końcu cały świat śledzi modowe trendy na brytyjskim dworze! Skoro książę Karol może nosić „gniotliwe” garnitury – i ja mogę! Nie ma w tym nic złego! 



środa, 28 sierpnia 2013

Borne – moja Arkadia




Dwie zodiakalne ryby, które tkwią we mnie, płyną w dwóch różnych kierunkach. Uprawiam eskapizm, odrywam się i uciekam od rzeczywistości, by po jakimś czasie wrócić i zaznaczyć swoją obecność. I paradoksalnie wracam wtedy, gdy mogłabym się schować. Bo słowa kotłują się w mojej głowie i odczuwam potrzebę pisania (stłumioną przez jakiś czas). 

Mam takie dni, kiedy chcę zniknąć z sieci bezpowrotnie. Już raz przestałam „istnieć”, kiedy usunęłam swoje konto z facebooka. Podobno nie istniejesz jeśli cię tam nie ma... Wróciłam pół roku później, nie z próżności, nie z chęci epatowania wspaniałymi fotkami z wakacji, lecz ze względu na naszego bloga. Piszę „naszego”, bo wciąż traktuję ten kawałek przestrzeni jak moją i Lucy własność, mimo iż Lucy pojawiała się tu w ostatnim czasie z doskoku. 

Borne – moja Arkadia, o której parę razy na tym blogu wspominałam (tu mieszka moja babcia, o której pisałam w kontekście „Fashion moments” tu, to tu zorganizowaliśmy sobie z mężem plener ślubny… ze statywu, wspominam o tym tu, ) – moja Arkadia się rozpada… Wróciłam właśnie z wizyty u ukochanych dziadków i doświadczyłam zderzenia najwspanialszych wspomnień z bezlitosną rzeczywistością. Nie chcę pisać o chorobie dziadzia (babcia nauczyła nas mówić „dziadzio” – gdyż zawsze twierdziła, że: „dziadek jest do orzechów” ;)) – niech ten fakt pozostanie tylko punktem wyjścia do dalszych refleksji. Przemijanie – co za banał chciałoby się powiedzieć! Jak łatwo można wpaść w kanał górnolotnego mówienia o czymś, co jest tak fundamentalne dla ludzkiego istnienia. Ale gdy spotykasz swoje wspomnienia na każdym kroku i wiesz, że za chwilę wszystko się zmieni ta przemijalność dotyka cię bardziej, jest bardziej osobista, spersonalizowana… 


środa, 19 czerwca 2013

Wizyta w National Gallery

 Wrażenia z pobytu w Londynie: część druga

Odkąd tylko pamiętam zawsze musiałam robić coś plastycznie. Jakaś  wewnętrzna potrzeba skłaniała mnie ku temu. Jeszcze jak mieszkałam w Koszalinie, gdzie się urodziłam i byłam mała- pamiętam, że wędrowałam do szkoły po lekcjach na kółko plastyczne z wielkim blokiem rysunkowym. W domu też malowałam, lepiłam z gliny, a mama chętnie mnie zaopatrywała w przeróżne materiały plastyczne i … nigdy nie narzekała, że coś nabrudziłam. W domu miałam więc sprzyjające warunki do rozwoju. Rysowałam, malowałam, eksperymentowałam, mieszałam techniki i dawało mi to ogromne zadowolenie. 

Czytałam o sztuce, dowiadywałam się różnych ciekawych historii o twórcach, oglądałam reprodukcje w albumach, aż sama zapragnęłam być malarką. Najpierw skończyłam Reklamę, później Edukację artystyczną  w zakresie sztuk plastycznych ze specjalnością techniki malarskie i projektowanie witrażu, a na końcu Malarstwo na ASP we Wrocławiu.

Dzisiaj robię rysunki satyryczne do gazet, ilustruję książki, maluję, rzeźbię, robię biżuterię autorską- artystyczną, a ostatnio zajęłam się też mozaiką. Ponadto prowadzę też klub plastyczny dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Sztuka więc towarzyszy mi całe życie i w różnej formie.


Będąc w Londynie  z przyjemnością wybraliśmy się więc do National Gallery przy Trafalgar Square. Miejsce to wybrano na budowę ze względu na centralne położenie, które ułatwiało dostęp zarówno bogatym mieszkańcom zachodniego Londynu jak i uboższym ze wschodniego Londynu.

National Gallery


Jest to galeria państwowa, udostępniona bezpłatnie (oprócz wystaw tymczasowych), licząca ok. 2300 dzieł. Główna kolekcja udostępniona jest do zwiedzania za darmo, jednak w przypadku okazjonalnych wystaw pobiera się opłatę za wstęp. Mile widziane są także dobrowolne datki "na utrzymanie galerii".


Od początku Galeria Narodowa była zaangażowana w edukację. Studenci byli zawsze chętnie przyjmowani w celu poznawania kolekcji oraz wykonywania kopii obrazów. Edukacyjny program galeria kontynuuje do dziś, przyjmując uczniów, studentów oraz szeroką publiczność. Program zawiera darmowe wykłady, zwiedzania z przewodnikiem oraz seminaria.


Artyści, których dzieła są tam wystawione, to między innymi: Leonardo da Vinci, Rembrandt van Rijn, Vincent van Gogh, Tycjan, Sandro Boticelli, Jan van Eyck, Claude Monet, Diego Velazquez, Pierre-Auguste Renoir i wielu innych.


Dla mnie ciekawe było odkrycie wielkości obrazów. Pomimo podania wymiarów w różnych reprodukcjach, człowiek ma inne wyobrażenie o nich.



Obrazy są cudowne, mistrzostwo wykonania, perfekcja…



Pozdrawiam,
Lucy 

National Gallery - z zewnątrz

czwartek, 6 czerwca 2013

Notting Hill… i nie tylko – czyli wrażenia z pobytu w Londynie

William Thacker, w rolę którego wciela się Hugh Grant, rozpoczyna narrację w filmie „Notting Hill” następująco: „A mój świat jest tu, na Notting Hill, w mojej ulubionej części Londynu.” Chwilę później, wraz z Thackerem, zagłębiamy się w obraz dzielnicy rządzącej się własnymi prawami – i już wiemy, że właśnie przekraczamy granicę magicznego miejsca. To tu – jak mówi bohater – wraz z nadejściem weekendu „zjawiają się setki kramów wypełniając Portobello Road aż po Notting Hill Gate… Tysiące ludzi kupują miliony antyków – tych autentycznych i tych nie całkiem autentycznych.” To właśnie Notting Hill było pierwszą atrakcją Londynu, którą postanowiliśmy zobaczyć podczas naszego czterodniowego pobytu w międzynarodowej stolicy mody, sztuki i kultury. 


Od lewej: Halinka, Lucy, Andre