Czas przeprowadzki zbliża się wielkimi krokami –
odczułam więc potrzebę rozprawienia się ze stertą zalegających ubrań. Przeglądnęłam
jedynie zestawy jesienno-zimowe, letnie „kreacje” spoczywają w walizce, na
górnej półce w szafie… Najbardziej zależało mi na tym, aby przyjrzeć się tendencjom:
jakie kolory wybieram i w czym czuję się najlepiej. Wyciągnęłam tylko to, co
miałam „pod ręką” – reszta ubrań czeka na mnie u rodziców, w kartonach :-) !
Okazało się, że w warstwie „wierzchniej”, na którą
składają się sweterki i swetry królują: biel i kolory ziemi. Wybory te
(szczególnie kolory ziemi) łączę z faktem posiadania przeze mnie płaszczyka w
miodowym odcieniu:
 |
| Płaszczyk znany z posta "Jak pani zareagowała widząc śnieg za oknem?" link: klik | | | | | |
|
 |
| Warstwa wierzchnia: sweterki, długie rękawy |
Warstwa najbliżej skóry („cebula ma warstwy i
ludzie mają warstwy” – chciałoby się rzec cytując Shreka, chociaż w oryginale
są ogry! ) - w postaci podkoszulków
odkrywa pewne fakty z przeszłości: obok bieli i niebieskiego znajduje się kolor
różowy: tak, lubowałam się w tej barwie, ale Lucy wybiła mi tę miłość z głowy!
I chociaż różowych sweterków i bluz już
nie noszę, to w warstwie podkoszulkowej róż zajmuje silną pozycję.
 |
| Krótkie rękawki noszone zimą |
|
 |
| "I chociaż różowych sweterków i bluz już
nie noszę, to w warstwie podkoszulkowej róż zajmuje silną pozycję." |
Mówi się, że jeżeli czegoś nie nosisz od roku –
już do tego nie wrócisz… Mam pięć par dżinsów, ale chodzę na okrągło w dwóch
parach. Z racji krągłych pośladków odczuwałam zawsze silny stres podczas
zakupów spodni – raz nawet „uprzejma” pani reprezentująca markę Lee,
powiedziała mi, że nie mają „takich” rozmiarów (a noszę „trzydziestki” i wcale
nie uważam się za grubą osobę!) I co? Okazało się, że świetne modele na większą
pupę posiada marka Levis – i jej jestem wierna. Te dwie pary, w których cały
czas chodzę, pochodzą właśnie z tej sieciówki. Pozostałe pary to nie do końca
udane zakupy – jedna z par ma – a jakże (!) - różowe stebnówki na wysokości bioder i teraz wiem, że
dla „gruszki” nie są one wskazane: przyciągają wzrok ku najszerszej części
ciała! Druga z „zapomnianych” przeze mnie par dżinsów to model marki Lee – nie
lubię tych spodni, a kupiłam je chyba na przekór wspomnieniu o niemiłej
sprzedawczyni: cha (!), a jednak znalazłam parę na moją pupę! Ostatnią parę
przywiozłam ze Stanów (kupiłam je w outlecie Levis’a – już wtedy wiedziałam co
jest dla mojej pupy dobre, cha cha) – fason jest ok – nawiązuje do dzwonów, ale
w ogóle w nich nie chodzę… W szafie leżą od trzech lat…
 |
| Spodnie |
Wspomnieniem moich dawnych upodobań jest kolekcja
bluz z kapturami, w których też nie chodzę! Dostrzegłam, że przez cały etap
studiów z warstwy „wierzchniej” nabywałam jedynie bluzy, zazwyczaj odwiedzałam
Cropp’a i House'a… To straszne! A ze Stanów przywiozłam sobie kolejne nabytki
tego typu… - to tak, jakbym w szaleństwie wydawania zarobionych przez siebie
dolarów rekompensowała sobie „cienkie” czasy licealne, kiedy uwielbiałam
chodzić w szerokich spodniach i bluzach z kapturami (a nie zawsze było mnie na
nie stać). Pamiątką ze Stanów są również
moje buty marki DC z różowymi wstawkami. Mój mąż zabronił mi w nich chodzić
(nienawidzi ich tak samo, jak mojej różowej kurteczki w kratkę, którą kupiłam
„do butów” – zdjęcie poniżej). Żal mi było rozstawać się z nimi, dlatego
zostawiłam je u rodziców – zakładam je, gdy idziemy do lasu na spacer…
 |
| Uwielbiałam róż, jak widać... Cieszyn 2009 |
Przy okazji robienia porządków w szafie,
postanowiłam wyrzucić parę naprawdę zniszczonych rzeczy. Przyznam się Wam, że
miewałam myśli typu „A, to będzie na grilla” – a w czym poszłam w tym roku piec
kiełbaski??! W nowych dżinsach, białej koszuli z Marc O'Polo, pięknym swetrze marki Jackopot,
z futerkiem z Bershki przewieszonym przez ramię!
 |
| Mój tegoroczny zestaw "na grilla": biała koszula + dżinsy , znany z posta (oczywiście, nie jako "grillowy" ;)) pt."Zaczynamy" link: klik |
 |
| I do tego futerko z Bershki, znane z posta "CIEPŁO-ZIMNO" link: klik |
Trzeba skończyć z myśleniem typu: „A, to będzie do ogródka” – o nadawaniu
ważności chwilom pisałam już jakiś czas temu (do poczytania tu: klik). Wspomniałam
o sweterku z Jackpota – mam dwa wspaniałe modele z tej firmy i podobnie jak z
dżinsami, całą zimę w nich przechodziłam, zapominając o reszcie.
 |
| Swetry... Szczególnie upodobałam sobie dwa modele z firmy Jackpot |
 |
| Ja w ulubionym swetrze z Jackpota, który prezentowałam w poście "CIEPŁO-ZIMNO" link: klik |
Zobaczcie, jak
dziwna i zagadkowa bywa kobieta: nigdy nie ma się w co ubrać, wciąż by chciała
kupować nowe rzeczy, a koniec końców decyduje się na kilka ulubionych zestawów
i w nich czuje się najlepiej, najkorzystniej i najbezpieczniej…
Przegląd szafy jest świetnym doświadczeniem,
uzmysławia nam pewne procesy myślowe, którymi kierujemy się w życiu, a także
obnaża nasze przyzwyczajenia, prostuje także skrzywiony i fałszywy (czasami)
obraz siebie… W moim przypadku okazało się, że mam za mało spódnic i sukienek,
a za dużo dżinsów. Typowy konflikt między rozumem a intuicją. Intuicja
podpowiada „załóż spodnie” – w nich jest tak wygodnie… (chociaż ta wygoda jest
tylko pozorna!), a rozum mówi: „najpiękniej wyglądasz w sukienkach, są dla
ciebie stworzone i w nich powinnaś najczęściej chodzić”.
 |
| Mało spódnic... |
 |
| Niewiele sukienek... |
Nadszedł czas, aby
zacząć kompletować szafę od nowa…! :-)
Pozdrawiam, Martyna